Menu

Bazinga

Felietonem w beton. Blog Polaka gorszego sortu, do tego cyklisty.

Katastrofa smoleńska czyli kto zyskał na zapisach?

bazinga

„To, co zostało ujawnione w dzisiejszych newsach, to tylko uszczegółowienie tego, co było określone wcześniej, co było zawarte w naszym raporcie. To nie zmienia żadnych ustaleń dotyczących przyczyn katastrofy” - Edward Łojek z podkomisji lotniczej w Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Polskiego, która zajmowała się badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej (za gazeta.pl).

Bazinga! – Z jednej strony to prawda. Ale jak zawsze jest też druga strona. Tym razem strona dotycząca samych badaczy przyczyn katastrofy i ich profesjonalizmu. Albo…

Idąc tropem z bloga Pochwała Głupoty można dopatrywać się w błędach związanych z niewłaściwym doborem próbkowania działania celowego. Obecny zapis, oczywiście jeśli się potwierdzi, jest znacznie bardziej jednoznaczny niż ten ujawniony kilka lat temu. Z którego w sumie niewiele wniosków wynikało jednoznacznie.

Czy możliwe było, że z jakiś przyczyn śledczy postanowili świadomie oprzeć się na niewyraźnym zapisie, który dość skutecznie maskował sytuację w kokpicie, zamiast użyć zapisu szczegółowego? Patrząc z perspektywy lat, owszem.

Problem w tym, że zawsze w takich przypadkach należałoby wskazać, kto odniósł określone korzyści i komu na tych korzyściach zależało. I tu jest problem. Na pewno jako beneficjenta niejasności można wskazać Jarosława Kaczyńskiego, który ze swojego brata, ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, uczynił narodowego bohatera. A który to bohater musiał wiedzieć, że generał Błasik jest w kokpicie, bo musiał obok prezydenta Kaczyńskiego przechodzić.

Również trudno sobie wyobrazić, aby szef protokołu dyplomatycznego, którego obecność na nagraniach z kokpitu potwierdzono już wcześniej, przebywał w kokpicie z własnej inicjatywy i nie informował prezydenta Lecha Kaczyńskiego o aktualnej sytuacji.

Oczywiście jak to wyglądało w szczegółach, możemy jedynie wnosić na podstawie poszlak. Troszkę światła na sprawę mógłby jeszcze rzucić zapis rozmowy telefonicznej, którą przed katastrofą odbyli Lech i Jarosław Kaczyńscy. Ale nie liczyłbym na to, że taki zapis zostanie ujawniony.

Czy zyskała druga strona ówczesnej sceny politycznej, czyli Donald Tusk? Katastrofa zbiegła się czasie z zakończeniem afery hazardowej, więc można domniemywać, iż tak. Ale równie dobrze zbieżność mogła być przypadkowa.

Na pewno nie straciła reputacja naszego wojska, na którą postawa generała Błasika taka, jak to pokazują nowe odczyty, rzuciłaby mocny cień.

Być może chodziło o maksymalnie delikatne potraktowanie całej sprawy, bez wskazywania winnych, bez wyciągania daleko idących oskarżeń. Bez dodatkowego antagonizowania społeczeństwa, co i tak wyszło nieszczególnie.

A być może jedynym wyjaśnieniem, korzystając z brzytwy Ockhama słusznym, jest brak odpowiedniej wiedzy naszych śledczych? Być może chcieli mieć zajęcie przy badaniu przyczyn katastrofy na kilka najbliższych lat? A może przyczyna użycia zapisu niższej jakości była jeszcze inna?

Być może się dowiemy, być może nie. Ale pięcioletnie badanie przyczyn katastrofy zaczyna wyglądać dość niepoważnie. Do tego sam moment upublicznienia zapisów, tuż przed piątą rocznicą katastrofy i miesiąc przed wyborami prezydenckimi, dość jednoznacznie wskazuje na cele polityczne.

Co dodatkowo nie buduje pozytywnego obrazu ludzi zajmujących się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • danekstraszynski

    "Bez dodatkowego antagonizowania społeczeństwa" podejrzewam, że to zdanie jest rozwiązaniem zagadki śledztwa smoleńskiego. W garnku zaniepokojonych prawdziwym światem, wystraszonych, nierozumiejących, gotuje się po prostu. Obiektywnie i z uzasadnieniem. Ofiary komunizmu. Brakuje im słów, pojęć i algorytmów, odpowiednich synapsów mózgowych do oswojenia otoczenia w jakim się znaleźli. Fizjologia. Cwaniacy i awanturnicy polityczni próbują na ich plecach urządzić sobie wygodne życie. Transformacja gospodarki udała się, ale ludzie zostali po staremu. Jest niebezpiecznie. Pokrywka może zsunąć się i przejmą władzę.

    Tego nie uda się wyłączyć jednym gestem jak żarówkę elektryczną. Człowiek potrzebuje czas. Na co dzień chodzi o to, żeby ciśnienie pary nie rozsadziło garnka i kraju, a więc trzeba płomień pod garnkiem mądrze kontrolować, żeby mogli sobie żyć pochodami, sztandarami, orłami, swoją walką o wolność, którą już mają, przeciwko komuchom, których nie ma i nie powodowali szkód.

  • bazinga

    Jak zawsze przy podobnych rewelacjach warto uzbroić się w kilkudniową cierpliwość i poczekać na ewentualne dalsze szczegóły. Może na ich podstawie uda się stworzyć spójny, logiczny obraz.

© Bazinga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci