Menu

Bazinga

Felietonem w beton. Blog Polaka gorszego sortu, do tego cyklisty.

Bronisław Komorowski, Bóg i związki partnerskie

bazinga

„Nie ma powodu, by ustosunkowywać się do czegoś, czego nie ma” – prezydent Bronisław Komorowski w „hangoutcie” Agory (za gazeta.pl).

Bazinga! – Co prawda na wielu blogach powiło się sporo recenzji przemyśleń Bronisława Komorowskiego i pojawiają się nadal, zahaczając nawet o „House of cards” (vide: Polski Frank Underwood, polski House of cards), to jednak mało kto zwrócił uwagę na filozoficzną głębię powyższego, prezydenckiego cytatu.

Prezydent mówił o ustawie dotyczącej związków partnerskich a odpowiadał na pytanie, czy ją podpisze. Biorąc pod uwagę tempo, jakie Platforma i prezydent Komorowski narzucili w pracach nad przygotowaniem stosownego projektu, prezydent ustawę podpisze na pewno. Tak. To „bazinga” ;-) Spłycając – sarkazm.

Ale problem w tym, że prezydent ustosunkowuje się do wielu rzeczy, których nie ma. Na przykład jest głową kraju, którego Konstytucja odwołuje się do Boga. A co więcej, jest głową kraju, który w wielu kwestiach a priori zakłada istnienie Boga, którego istnienie jest dość mocno wątpliwe. Jest głową kraju, który podpisał Konkordat z Watykanem, który z kolei zarządza prawami autorskimi do religii katolickiej. Komorowski jest prezydentem kraju, który w świeckiej szkole naucza modlitw do Boga w zgodzie z zasadami ustalonymi przez ów Watykan. Jest wreszcie prezydentem kraju, który notoryczne dopłaca do struktur zarządzających Bogiem w Polsce w imieniu Watykanu i uzgadnia z Episkopatem Polski kwestie światopoglądu państwa. Dla odmiany Episkopat istnieje na pewno.

Odpowiedź prezydenta można rozpatrywać z dwóch perspektyw. Pierwsza, bardziej prawdopodobna, sugeruje, że Bóg istnieje jedynie, jako wygodne narzędzie, służące do osiągania różnych korzyści. Majątkowych, politycznych, zyskiwania poparcia dla mądrzejszych i głupszych pomysłów, do straszenia wiernych wiecznym potępieniem i utrzymywania światopoglądu przeciętnego wyznawcy na mentalnym poziomie wczesnego Średniowiecza.

Co oznacza jednocześnie, że Boga w wersji przedstawianej przez Kościół nie ma. Gdyby był, rozpędziłby to chore towarzystwo na cztery wiatry.

Druga wersja jest bardziej zagadkowa. Otóż Bóg istnieje i jest w stałym kontakcie z prezydentami i rządami wszystkich krajów, których dokładnie instruuje, co mają robić, by jego boski majątek i wpływy rosły szybciej, niż pogłowie rasy ludzkiej. To by tłumaczyło i Konkordat, i zapisy Konstytucji, i religię w szkole, i tym podobne fanaberie.

Więc? Bóg istnieje czy jest narzędziem? A może pominąłem jakąś inną możliwość?

© Bazinga
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci